Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2014

Czy mnie również dopadł piaskoszał? :)


Nie jestem wielką fanką piasków. Niby mają wiele zalet: szybko schną, są wytrzymałe, pięknie się prezentują... Wszystko jest ok dopóki nie używam podkładu. Jednak gdy tylko próbuję nałożyć coś na buzię, wkurza mnie niemiłosiernie fakt, że wchodzi to w piasek i jedynym wyjściem jest zmycie lakieru (jakiekolwiek domywanie nigdy się nie udaje...).
O piaskach wypuszczonych przez Wibo wiele się pisze już od dłuższego czasu. Nie czułam się skuszona dopóki nie zobaczyłam tego posta u Idalii. Postanowiłam, że ta fuksja musi być moja. Teraz widzę, że zarówno u niej jak i u mnie aparat nieco przekłamał kolor lakieru. W rzeczywistości jest on nieco ciemniejszy, ale nadal wygląda zachwycająco i pięknie się błyszczy. Jego wytrzymałość również jest godna podziwu - po 5 dniach miałam delikatnie zdarte końcówki i ... nic więcej :) Schnie migiem, wystarczają mu dwie warstwy, a i zmywanie go nie jest męką.
Może z rozpędu skuszę się również na inne kolory...? W końcu mamy karnawał, najlepszy czas żeby błyszczeć :) 


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Projekt Denko: maj.


Kąpiel solankowa jodowo-bromowa o zapachu bzu Joanna
Mój kąpielowy Kosmetyk Wszech Czasów. Szykuję o nim (i o kilku innych produktach z tej serii) osobną recenzję, która pojawi się w ciągu najbliższych dni. Jestem już w połowie kolejnej butelki :)

Nawilżająca, oliwkowa sól do kąpieli BeBeauty
Pisałam o niej tutaj. Ostatnio rzadko ją widuję i obawiam się, że mogli ją wycofać. Jeśli znajdziecie to bierzcie! :)


Kremowy płyn do higieny intymnej z ekstraktem z babki lancetowatej
Przyzwoity produkt. Na duży plus pompka. Trochę kiepsko z wydajnością, ale nie był znów taki drogi. Nie powodował podrażnień.

Szampon do włosów przetłuszczających się z żurawiną Barwa Naturalna
Piałam w poprzednim denku na temat szamponu tatarakowo-chmielowego. Niestety ten produkt nie powtórzył jego sukcesu. Dobrze się pienił, ale! pozostawiał włosy podobnie tępe jak poprzednik i zupełnie nie hamował przetłuszczania. Wręcz przeciwnie, włosy po jednym dniu były koszmarne. Na plus przyjemny zapach i cena (ok. 4 zł).


Bezacetonowy zmywacz do paznokci Cien
Nie wysusza skórek tak jak jego biedronkowy odpowiednik. Jak zwykle duży plus za pompkę. Tani i dobry. Jestem mu wierna :)

Olejek z paczulą i porzeczką Alverde
Kupiłam go z zamiarem olejowania włosów. Kiedy mój entuzjazm nieco przygasł, zużyłam go według jego przeznaczenia - do ciała. W obu przypadkach sprawował się znakomicie. Nałożony na wilgotną skórę dobrze się wchłaniał, pozostawiał po sobie przyjemny (długotrwały!) zapach i mięciutką skórę. Niektórym może nie odpowiadać jego zapach, ale oleje Alterra i Alverde moim zdaniem zawsze pachną specyficznie. Marzyłam o pięknej porzeczce, ale moje marzenia nieco rozminęły się z rzeczywistością :) Z tego co wiem olej został już wycofany, ale w stałej ofercie ciągle dostępne są inne wersje. Ja w zapasie posiadam arnikowy i jestem ciekawa czy spisze się równie dobrze :)

Krem do rąk o zapachu czekoladowo-pomarańczowym Cztery Pory Roku
Paskuda o całkiem przyjemnym zapachu, przypominającym nieco żel Original Source. Ale cóż z tego, skoro ten bubel wysuszał dłonie jak mało co... Na zimno nie nadawał się zupełnie. Zużyłam jako krem na noc. W zapasie posiadam jeszcze wersję jagodową - może akurat będzie lepsza. Jeśli nie, to wyląduje na stopach ;p


Płyn micelarny BeBeauty
Na temat tego micela w ciągu ostatnich tygodni napisano już wszystko :) Mogę dołożyć tylko tyle, że gdyby nie zapach (który dla mnie jest zbyt intensywny) to byłby to produkt idealny. Tani, skuteczny i dla mojej wrażliwej skóry zupełnie bezpieczny. Ale biedronkowi fachowcy jak zawsze wiedzą, który produkt należy wycofać ;p Na szczęście ja również uległam i zrobiłam mały zapas.

Hydrolat z róży bułgarski Zrób Sobie Krem
Używałam go codziennie rano. Nie jest drogi, dobrze odświeża cerę i usuwa pozostałości kremu. Plus za piękny zapach (o wersji rumiankowej, którą go zastąpiłam niestety nie mogę tego napisać...) i wydajność.


Borówkowy peeling do ciała BeBeauty
Tani i dobry, chociaż zbyt delikatny. Plus za baardzo przyjemny zapach i baaardzo niską cenę. Malutki minus za wydajność. Nie wysuszał skóry. W kolejce czeka mango i winogrona (za 5 zł za sztukę szkoda było nie wziąć więcej :)

Cukrowy peeling do stóp Paloma FootSPA
Nie zachwycił mnie tak bardzo jak krem z tej samej serii, ale nie jest to zły produkt. Sporym jego minusem jest wydajność w porównaniu z ceną (ok. 12 zł). Nie rozpuszczał się zbyt szybko, pięknie pachniał i dosyć mocno ździerał. Szkoda tylko, że nie jest nieco tańszy.



Dezodorant do stop Cien
Po raz kolejny: tani i dobry, ale już wycofany. Jakoś dużo w tym denku nazbierało się dyskontowych produktów. Tego delikwenta zastąpiłam rossmannowym dezodorantem Fusswohl, który spisuje się nieco lepiej, a jest w równie atrakcyjnej cenie.

Żel do golenia brzoskwinia&mleko Balea
Mój ulubieniec! Wersja kokosowa nie dorasta mu do pięt. Recenzja tutaj.



Tusz do rzęs Wibo Growing Lashes
Bardzo dobry tusz za kilka groszy. Z moich "rzęs" jako jedyny robi rzęsy z prawdziwego zdarzenia. Nie kruszy się. Niestety bardzo szybko wysycha.

Żel pod oczy i do powiek ze świetlikiem lekarskim i aloesem Flos-Lek
Dobrze radził sobie z opuchlizną i zasinieniem, ale jeśli miałam nieco mocniej podrażnione powieki to niestety szczypał niemiłosiernie. Z ciekawości wypróbowałam wersję z nagietkiem i okazuje się, że paradoksalnie jest delikatniejsza niż ta z aloesem. Tego delikwenta raczej nie polecam (szczególnie osobom z delikatną i skłonną do podrażnień skórą).

Baza pod cienie do powiek ArtDeco
Trwałość cieni była rzeczywiście zaskakująca, ale baza bardzo ciężko się rozprowadzała i była dosyć tempa. A im dalej w las tym było gorzej. Zdecydowanie bardziej polecam bazę z Hean, która jest dużo większa, dużo tańsza i bardziej plastyczna.

Woda perfumowana Pivoine Flora (miniaturka)


Podsumowując: 16 pełnowymiarowych produktów.
A wam jak poszło denkowanie w tym miesiącu?

piątek, 24 maja 2013

Moje powiększające się zapasy ...

Niedawno razem z kilkoma koleżankami blogerkami (i nie tylko :) robiłyśmy zbiorowe zamówienie na Kokardi.pl oraz na allegro w celu zakupienia kilku produktów zza zachodniej granicy (nasza planowana od miesięcy wyprawa do Czeskiego Cieszyna chyba nigdy nie dojdzie do skutku ;p). W moje ręce wpadł zapas odżywek i szamponów - zdecydowałam się na serię z mango i kokosem. Kokos pachnie OBŁĘDNIE! Już żałuję, że nie przygarnęłam też jakiegoś balsamu do ciała z tej serii. Przy okazji zamówiłam też żel do golenia o zapachu kokosowym (z nadzieją, że będzie tak wyśmienity jak jego brzoskwiniowa wersja), żel pod prysznic o zapachu mango z letniej limitki oraz krem-żel do rąk z aloesem od Organic Shop.



Kosmetyki dziewczyny musiały ode mnie jakoś odebrać ;) Cóż więc zrobić - trzeba było się spotkać :D
AlaKasia, Ala i Ania - dziękuję ślicznie za przemiłe popołudnie!
A kilka zdjęć z wczoraj znajdziecie u AliKasi i drugiej Ali.

;**

Z tego spotkania także przytargałam co nieco :)
Na szczęście dziewczyny też odciążyły mnie i przygarnęły kilka moich zbędnych buteleczek, flakoników i tubek.



Nie obeszło się również bez wizyty w Rossmannie (-40% kusi okrutnie!). Pewnie posty na ten temat wychodzą już wam bokiem... Ale do rzeczy. Co kupiłam? Z braku żółtego tuszu od Lovely zdecydowałam się na inny, podobno z efektem sztucznych rzęs (zobaczymy), do koszyka wpadł również mój ulubieniec - zielony tusz od Wibo, dwa lakiery - nowy Lovely nr 101 oraz Rimmel nr 402 Urban Purple, paletka korektorów Wibo i coś do czego śliniłam się od kilku tygodni - lakier do ust Apocalips w kolorze Apocaliptic. Omnomnoooom! No i na zapas moje ulubione mleczko nagietkowe od Ziaji :)



A tak noszę się od wczoraj - OPI On the same page. Niezbyt wygodny, miniaturowy pędzelek, ale za to super krycie i piękny, czerwono-pomarańczowy kolor (ten pomarańcz niestety zupełnie na zdjęciu zginął). I pomyśleć, że jeszcze niedawno chciałam się tego malucha pozbyć... Teraz mam wrażenie, że stanie się moim nowym ulubieńcem :)

poniedziałek, 20 maja 2013

Paznokcie z ostatnich dni. / WYMIANA!

Dziewczyny!
Zapraszam was do mojej zakładki WYMIANA.
Wylądowało tam dziś kilka nowości, między innymi dwie paletki Sleek oraz paletka Revlon. Zapraszam :)

A przy okazji kilka zdjęć tego, co nosiłam na paznokciach w ciągu ostatnich kilku dni. Po pierwsze - Wibo Gel Like od Oleski - znany już prawie każdej blogerce Peaches and Cream. Nazwa koloru to jakieś nieporozumienie - ten lakier w żadnym wypadku nie ma nic wspólnego z brzoskwiniami. Moim zdaniem są to rozbielone truskawki (kolor jest zdecydowanie bardziej różowy niż pomarańczowy). Moje pierwsze podejście do tego malucha skończyło się niezbyt dobrze. Byłam zawiedziona słabą trwałością i baaardzo powolnym wysychaniem. Tym razem już było lepiej. Lakier rozprowadzał się równomiernie, nie smużył i nawet trwałość była znacznie lepsza (może dlatego, że moje paznokcie ostatnio na kondycję nie narzekają :)




Druga propozycja to Vanilla od My Secret kupiona zeszłą wiosną. Robiłam już kilka podejść do tego koloru, ale nie czuję się z nim do końca dobrze. Wyczuwam, że niedługo będzie on szukał nowej właścicielki.



sobota, 30 marca 2013

Projekt Denko: marzec.

Zawsze, gdy zaglądam pod koniec miesiąca do mojej 'denkowej torby' jestem tak samo zaskoczona, że znów tyle produktów udało mi się wykończyć. Też tak macie? :) Zapraszam was na mój marcowy Projekt Denko :)


Kolagenowe serum do mycia włosów BingoSpa
Recenzja tutaj. Mówię mu zdecydowane 'nie'.

Limitowany żel pod prysznic Original Source pomarańcza&lukrecja
Recenzja tutaj.

Rumiankowy szampon Bambi Pollena
Mój ulubieniec i niezastąpiony produkt jeśli chodzi o mycie pędzli. Domywa brud (jedyne trudności sprawia mu podkład z Dermacolu), nie pozostawia zapachu, kosztuje ok. 2 zł. Spisuje się dużo lepiej niż BabyDream (po którego użyciu pozostaje na pędzlach bardzo intensywny zapach). Nigdy nie czułam potrzeby kupowania specjalistycznych płynów za krocie. Dla mnie taki sposób jest jak najbardziej wystarczający (a i moje pędzle też nie wyglądają na niezadowolone :)


Limitowane mydło w płynie Isana Czar Kominka
Ciepły, korzenno-jabłkowy zapach, który idealnie wpisywał się w zimową aurę. Bardzo przyjemny, lecz nieco słabo pieniący się produkt. Nie wysuszał dłoni. Z tego co widziałam w okolicznych Rossmannach niestety już niedostępny.

Balsam do rąk Pat&Rub z trawą cytrynową i kokosem
Otrzymałam go na Spotkaniu Śląskich Blogerek. Sprawa ma się z nim podobnie jak z kremami od L'Occitane. Dobry produkt ALE. Co kryje się pod tym 'ale'? Cena. Nie wiem czy byłabym w stanie wydać tyle na krem do rąk, który był dobry (nie przeczę), ale tak naprawdę cudów nie czynił. Myślę, że na drogeryjnej półce znalazłabym kremy może nieco mniej eco, ale na pewno o podobnych efektach po użyciu. Może nie jest to odkrycie, ale zużyłam z przyjemnością (no może pod koniec zapach stał się nieco męczący ;p)



Woda termalna Balea
Produkt baaardzo wydajny (zużywałam od sierpnia) a kosztujący grosze (ok. 6 zł w przeliczeniu z forintów). Gdyby tylko ta woda tak nie cuchnęła... Używałam jej praktycznie codziennie przed snem, po demakijażu a przed nałożeniem kremu. Zauważyłam, że skóra była bardziej nawilżona, więc zaopatrzyłam się w kolejną butelkę. Zapach przecierpię.

Mleczko nagietkowe dla cery normalnej i suchej Ziaja
Mój numer 1 jeśli chodzi o demakijaż oczu. Mało który produkt tak dobrze radzi sobie zarówno z codziennym jak i wieczorowym makijażem, a przy okazji kosztuje poniżej 10 zł. Kolejna butelka już stoi na półce :)

Hipoalergiczny płyn micelarny z wyciągiem z piwonii Corine de Farme
Fajny zamiennik dla Bourjois czy niedawno odkrytego micela z BeBeauty. Nie wysuszał, dobrze oczyszczał skórę. Czego chcieć wiecej? :) Jedyne moje "ale" to fakt, że jak na produkt hipoalergiczny nieco zbyt mocno pachniał. 


Pianka do golenia Venus z witaminą E i ekstraktem z żurawiny
Ten produkt niestety nie przypadł mi do gustu. Głównie z powodu bardzo intensywnego, sztucznego zapachu. Poza tym pianka niestety zbyt szybko spływała ze skóry. Mnie na kolana nie powaliła.

Piernikowy peeling do ciała Sweet Secret Farmona
REWELACJA! :) Recenzja w ciągu najbliższych dni :)

Antyperspirant Dove Natural Touch Dead Sea Minerals
Jeden z moich ulubionych, głównie ze względu na wyjątkowo świeży zapach. Spełnia swoje zadanie więc na pewno po raz kolejny do niego wrócę :)


Rozgrzewająca sól do kąpieli o zapachu owoców cytrusowych BeBeauty
Regenerująca sól do kąpieli o zapachu morskim BeBeauty
Niestety te zapachy nie powaliły mnie na kolana. Oba były bardzo sztuczne. Morski zajeżdżał wręcz odświeżaczem do toalet. Wątpliwa przyjemność. Obie sole mocno barwiły wodę, jednak nie brudziły wanny. Pozostanę przy wersji oliwkowej, która była jednak najprzyjemniejsza.


Zdenkowanie kolorówki - niewiarygodne. Udało mi się zużyć dwa tusze do rzęs. Mój ulubiony (i poznany dzięki Pannie Joannie) Growing Lashes od Wibo oraz 2000 Calorie od Max Factor. Oba bardzo polubiłam za szczoteczki oraz za fakt, że WRESZCIE MAM RZĘSY :D Do Max Factora wrócę przy okazji promocji, kolejne opakowanie Wibo już jest w użyciu. Do kosza trafia także żurawinowy balsam do ust The Body Shop z zeszłorocznej limitki zimowej. Niestety już się przeterminował. 15 ml balsamu do ust - nierealne do zużycia.


I kilka próbek oraz saszetek. Coś wartego uwagi? Chętnie wypróbowałabym pełnowymiarowy krem do rąk Mythos. Spodobał mi się także olejek na gorąco z migdałem i kokosem od Marion.

Podsumowując: 16 pełnowymiarowych produktów.

A wy? Denkujecie? :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Z serii : tanie a dobre .


Do niedawna unikałam wszelkich kolorowych mazideł do ust jak wody święconej. Miałam wrażenie, że z kolorowymi ustami wyglądam po prostu ordynarnie. Błyszczyki też były moim przekleństwem. Nie rozumiałam jak można tolerować takie paskudztwo na ustach (nie rozumiem do tej pory...) Kilka miesięcy temu zaczęłam stawiać nieśmiałe kroki w kierunku czegoś delikatnego. Rozpoczęło się od Airy Fairy jednak to nie był do końca trafiony wybór. Później mały zachwyt pomadkami matującymi, krótka przygoda z F&F (jeszcze tam wrócę :) i ... wreszcie na swojej drodze odkryłam coś czego od początku szukałam :) Zakochałam się po uszy w pomadkach Elixir od Wibo. Mimo niespecjalnie wpadającej w oko szaty graficznej (kto zaprojektował tak paskudne opakowanie??). Mimo ceny, która sugerowała, że to pewnie nie będzie DOBRY produkt. A jednak.

Uwaga. Teraz pora na długą listę zachwytów:
- pomadka kosztuje grosze - w regularnej cenie 9 zł, w promocji ok 5-6 zł
- jest dostępna w każdym Rossmannie
- do wyboru mamy 9 odcieni, od nudziaków po coś ciemniejszego
- pomadka posiada pół-transparentne wykończenie. Trudno zrobić sobie nią krzywdę, nawet te mniej wprawione w sztuce malowania ust po jej nałożeniu będą wyglądać po prostu dobrze.
- nie podkreśla suchych skórek, nie przesusza ust
- ściera się dosyć równomiernie, utrzymuje się przyzwoicie, bez jedzenia i picia ok. 2 godziny daje radę :)
- pozostawia na ustach delikatny połysk, wargi wyglądają na dobrze nawilżone i zadbane
- posiada delikatny, nie drażniący zapach

Jedynym minusem jest paskudne opakowanie, wykonane z kiepskiego materiału, wyglądające jak opakowania mazideł ze sklepu typu "Wszystko po 3 zł". Napis 'Elixir' starł się z niego momentalnie. Należy też uważać gdzie zostawiamy pomadkę, jest bardzo miękka i bardzo szybko może się łamać/topić ;/

Podsumowując: poza małymi minusami trzeba przyznać, że to bardzo dobry produkt za rozsądną cenę. Czuję, że na tych dwóch odcieniach się nie skończy. A pomadkę wrzucam do worka z nazwą Wibo-hity (tam też wyleguje się jej przyjaciel - słynny tusz w zielonym opakowaniu :)

Po lewej nr 06, po prawej nr 03


niedziela, 17 lutego 2013

Gdzie byłam gdy mnie nie było i co nowego w międzyczasie u mnie przybyło :)

No nie idzie mi ostatnio z tą systematycznością... :) Naprawdę bardzo staram się was nie zaniedbywać jednak na drodze ciągle staje mi coś nowego. A tu sesja, a tu sprawy osobiste, które sprawiły, że nie w głowie mi było pisanie... Na szczęście teraz mogę powiedzieć, że duża część tego wszystkiego już jest za mną (wraz ze zdaną sesją :) a ja powracam z nowymi siłami i całą masą recenzji w zanadrzu :)

Przez ostatni czas przybyło w moich zbiorach kilka produktów, za których testowanie dopiero się zabieram - możecie traktować ten post jako swoistą zapowiedź tego co w najbliższym czasie się tu pojawi :)


Podczas wizyty w moich ulubionych hurtowniach w moim ulubionym mieście słynącym z dworca :)) znalazłam szarlotkowe masełko Sweet Secret, o którym w okolicach świąt dużo mówiło się w blogosferze. Powiem jedno - jestem zachwycona! Kupiłam też wreszcie zachwalany i tani jak barszcz (3 zł z groszami) szampon tatarako-chmielowy firmy Barwa. Dobrze doczyszcza włosy, ale niestety bez odżywki ani rusz. Po jego użyciu włosy są tępe podobnie jak po Babydream -.-


Nie wspominałam także o szalenie miłym spotkaniu, w którym miałam okazję uczestniczyć tuż po moim ostatnim egzaminie (najlepsza nagroda :) . Przy kawie i babeczkach miałam okazję poplotkować z Kapryskiem, Anią i Kamyczkiem. Poza miłymi wspomnieniami i zaplanowaną wyprawą do Czeskiego Cieszyna przywiozłam ze sobą skutki małej wymiany z kapryśną Alą :) - organiczny balsam do ust Pure Nature, truskawkowo-śmietankowy krem do rąk, puder oraz patyczki do zmiękczania skórek Click&Go firmy Osmoza.


Po spotkaniu oczywiście nie dało rady nie wpaść do Rossmanna. Skuszona przez Kamyczka sama wrzuciłam do koszyka moją pierwszą pomadkę Elixir od Wibo. A o niej kilka słów już niedługo :)


W czasie mojej nieobecności dotarła też do mnie przesyłka od BingoSpa w ramach III edycji współpracy. Co prawda moją chęć wyraziłam jakiś tydzień po terminie - została ona zaakceptowana mimo to. Tym razem wybór kosmetyków był nieco większy. Ja postawiłam na kolagen - w moje łapki dotarł kolagen do ciała, kolagenowe serum do mycia włosów i delikatny krem do twarzy z kolagenem.


Zdecydowałam się także na zakup Bio-Oil. Recenzja wkrótce.


Last but not least... Przepiękny, błętkitny eyeliner z LE Vintage District Essence. Nie śmiałam nawet marzyć, że uda mi się go zdobyć :) A wszystko dzięki temu, że wreszcie miałam okazję zajrzeć do drogerii Hebe. Ile ja bym dała by mieć ją na miejscu :( 

Uzupełniłam także zakładkę 'wymiana' - zapraszam :)

niedziela, 12 sierpnia 2012

bubelki ostatniego czasu .

W ostatnim okresie trafiłam na dwa paskudne , kosmetyczne bubelki ,
przed którymi chcę was przestrzec .

Numer jeden :
Sól morska do stylizacji Toni&Guy



Nie dostałam jej w GlossyBox'ie , sama jakoś wpadła do koszyka podczas zakupów w Rossmannie . Nie zważając na kilka (wtedy jeszcze było ich tylko kilka) negatywnych opinii postanowiłam wypróbować . W końcu marzyły mi się piękne fale ... Na szczęście do koszyka wpadła tylko miniaturka . Bo w innym wypadku płakałabym nad zmarnowanymi nie dziesięcioma a ponad trzydziestoma złotymi .

"Idealny do kreowania ‘rozczochranych’ fryzur. Zapewnia matowe wykończenie bez efektu sklejenia włosów. Podkreśla naturalny charakter włosów i dodaje im objętości. Unosi włosy i utrwala efekt artystycznego nieładu."

Matowe włosy ? Oj bardzo . Wysuszone przy okazji . I sklejone do granic możliwości .
Pięknie skręcone włosy , jak po kąpieli w morzu ? Marzenie ...
Uniesione ? To już jakiś żart .

W zasadzie jedyną zaletą , którą dostrzegłam był szalenie przyjemny zapach produktu .

Numer dwa :
Lakier Wibo z serii różanej



Warto w powiększeniu zobaczyć jak lakier popsuł się po nałożeniu utwardzacza i po półtorej godzinie czekania i suszenia ... Smużył , krył dopiero po nałożeniu 3 warstw .
Na szczęście kosztował tylko 1 zł , nie będę miała wyrzutów sumienia nie używając go , a wątpię czy będę miała tyle cierpliwości by czekać 2-3h aż warstwa lakieru przeschnie ...

Jedynymi plusami był przyjemny , rzeczywiście różany zapach i ładny kolor . Aż żal zmywać ...

Oba bubelki trafiają do zakładki 'wymiana' . A nóż komuś posłużą lepiej niż mi ...

wtorek, 29 maja 2012

mały wiosenny post-polecacz .

A co polecam ? Lakiery ;)
Czyli czego ja używam od początku wiosny i czego prawdopodobnie trzymać się będę przez calusieńkie lato ... pastele !

Ta cała moda na lakiery fluo jakoś do mnie nie przemawia . Klasyczne pastelowe kolory wygrywają zdecydowanie . Poniżej chciałam zaproponować wam kilka z moich zbiorów . Cztery z nich zabieram ze sobą na wyjazd - napiszę post , dopiję mrożoną kawę i lecę się szykować . ;) Bałtyku witaj !

P.S. Też macie problem z limitami bagażu w samolotach ? Walizka praktycznie pusta a na wadze uparcie widnieje maksymalna waga . :(


My Secret Mint
Mięta to nie do końca .. moim zdaniem bardziej miętowy przełamany błękitem .
Wibo Express Growth
Tym razem prawdziwa mięta ze złotym shimmerem .
Niestety wymagane minimum 3 warstwy , inaczej tworzą się prześwity .


Lovely ColorMania (starty numerek niestety)
My Secret Lavender
Mój faworyt , praktycznie się z nim nie rozstaję . Oczywiście pakuję go do walizki .



Golden Rose Classic 184
Fantastycznie wygląda na opalonych stopach , pastelowy , nieco rozmyty pomarańcz .
Walizka ? No pewnie !
My Secret Vanilla
Ładnie kryjący kolorek , jak wszystkie od MS . Taki jajeczny ;) Wyjątkowo przypadł mi do gustu .



Catrice Ultimate Nudes Karl Says Tres Chic
Fantastyczny szeroki pędzelek , pisałam już o nim nie raz . Do walizki marsz !
OPI A grape fit
Maluszek , ale kolor całkiem ciekawy , pastelowy fiolet . Gotowy do wyjazdu ??



Revlon Peach Smoothie
Cudny kolor i ładny shimmer . Jedyne wady ? Jego męczący pseudo brzoskwiniowy zapach i niestety słabe krycie . Dla cierpliwych i lubiących kilka warstw na paznokciach .
Golden Rose Classic Charming 83
Trudny do zdefiniowania kolor , trafia w moje gusta idealnie ;)

A wy jakie lakiery polecacie na ten słoneczny okres ? Może mnie też zainteresują ;)

poniedziałek, 28 maja 2012

kilka drobiazgów ..

.. które chciałam wam pokazać w przerwie pomiędzy jednym wyjazdem a drugim ;)

Dziś rano wróciłam z Kielc . Nawet sobie nie wyobrażacie jak odpoczęłam . Gdy wreszcie człowiekowi nie wisi nad głową nauka do matury , życie staje się zdecydowanie piękniejsze , a dni płyną wyjątkowo przyjemnie ;)
Przy okazji tematu "Kielce" mam dla was jedną (może akurat przydatną) informację . Jeżeli będziecie miały przyjemność w najbliższym czasie być w tym mieście nie mogę nie wspomnieć i nie polecić wam dwóch fantastycznych miejsc (odwiedzenie jednego z nich stało się już niejako tradycją moich kieleckich wizyt) .

Numer 1 :

Lodziarnia Kawiarnia "Cremova"
ul. Sienkiewicza 54


Lody , jakich jeszcze nie jadłam , bardzo duży wybór deserów , także ciast i napojów różnego rodzaju . Przyjemny wystrój , kolorowo i okrągło ;p (i bardzo zróżnicowana muzyka w tle! - usłyszałam nawet moją ulubioną Zaz) .


Miejsce , do którego z przyjemnością jeszcze nie raz wrócę .

Mieliśmy okazję kosztować dwóch deserów - Fragola (lody , truskawki , jogurt naturalny i bita śmietana) oraz pysznego połączenia bananów , lodów , bitej śmietany i kawałków ciasteczek (nazwa niestety wyleciała mi z głowy) .


Takie dobroci ;)

Tutaj ich fan page na facebooku , a tu opinie o Cremovej na portalu gastronauci.pl .
Myślę , że one dodatkowo was zachęcą ;)


Numer 2 :

Restauracja "Kojot"
ul. Sienkiewicza 9


Miejsce gdzie można skosztować prawdziwie amerykańskiej i meksykańskiej kuchni . Wystrój przywodzący na myśl połączenie dzikiego zachodu z wioską indiańską . Obsługa przyjemna . Kelnerki ubrane w tematyczne stroje .


Ceny są średnie , jednak porcje są nie-sa-mo-wi-cie duże .
Czas oczekiwania jest dosyć długi , ale myślę , że warto .
Z mojej strony mogę gorąco polecić sharmę z kurczaka , która mi wyjątkowo przypadła do gustu :)


A co wpadło w moje łapki podczas mojego pobytu ?


Punkt obowiązkowy - wizyta w TK Maxx . Praktycznie zerowy wybór lakierów , ale porwałam z półki śliczny notes ;)


Miętowy lakier Wibo Express Growth z ładnym shimmerem
Pastelowy (wbrew pozorom ;) pomarańcz od Golden Rose nr 184

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...