Specyfik, który odkryłam niedawno, a który stał się dla mnie pozycją obowiązkową w codziennej pielęgnacji.
Moje stopy nigdy nie budziły zachwytu. Zazwyczaj (podobnie jak reszta ciała) były przesuszone mimo regularnego złuszczania i natłuszczania. Gdy kosmetyki Paloma foot SPA pojawiły się na półkach zarówno w Rossmannie jak i w Naturze, pomyślałam 'czemu by nie spróbować?'. Do tej pory jedyną skuteczną metodą walki był pomarańczowy krem z Ziai, ale miałam ochotę na jakąś odmianę.
Miałam nosa. Moje stopy pokochały ten specyfik :)
Krem znajduje się w tubce o pojemności 100 ml. Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie jego wydajność. Przy (prawie ;p) codziennym stosowaniu od prawie dwóch miesięcy, kremu w tubce nadal jest całkiem sporo. Produkt ma świeży, bardzo przyjemny zapach. Nie pozostawia tłustej warstwy, bardzo szybko się wchłania. Ma miętową barwę i kremową konsystencję. W swoim składzie posiada same dobroci: masło shea (mam w planach wypróbowanie czystego masła shea bezpośrednio na stopy), mocznik, olej migdałowy czy allantoinę.
Stopy po użyciu balsamu przez ok. 2-3 dni pozostają przyjemnie nawilżone i nie przesuszają się tak mocno.
Jak dla mnie to dobry wynik :)
Cena waha się pomiędzy 8-10 zł/100 ml. Balsam dostępny jest w sieciach drogerii Rossmann i Natura.
Ja polecam. Sama chętnie sięgnę jeszcze po peeling złuszczający z tej samej serii.
Może w duecie ich działanie będzie jeszcze lepsze?














