Tym razem mowa o 2-fazowym peelingu do rąk z solą .
Jestem fanką peelingów wszelkiego rodzaju , więc bardzo się ucieszyłam , gdy po blogerskim spotkaniu odnalazłam ten produkt w jednej z toreb . W dodatku z oliwą z oliwek ? Zachwyt po całości :) Od razu rzuciłam się do testowania .
Starałam się regularnie używać go ostatnie dwa miesiące .
To mocny ścierak . W oliwie z oliwek zanurzone są duże i ostre kryształki soli . Nie jestem przekonana czy dla dłoni nie jest on jednak za ostry . Ostrzegam - peeling pozostawia po sobie na dłoniach tłusty film , nie każdy to lubi . Mi osobiście to nie przeszkadzało . Skóra po zastosowaniu tego produktu była gładka i przyjemnie natłuszczona .
A dlaczego obwołałam go mianem 'bubla' ?
Z powodu jego wyjątkowo nieporęcznego opakowania .
Buteleczka posiada dozownik z wyjątkowo wąską dziurką , przez którą wylewa się duża ilość oliwy , ale sól już niekoniecznie . Ostatecznie w opakowaniu pozostaje nam cała masa (w moim przypadku ponad połowa opakowania!) kryształków i ani troszkę oliwy . Jedynym wyjściem było rozcięcie butelki i wydłubanie resztek produktu .
Zdecydowanie wygodniejszą formę ma np. peeling do dłoni lub stóp od Paloma SPA (niedługo pojawi się recenzja ich kremu do stóp , którym jestem zachwycona) , który umieszczony jest w płaskim słoiczku (jak masła do ciała) .
A tak na prawdę dosypując do oliwy z oliwek nieco soli lub cukru możemy samodzielnie i za grosze zrobić podobną miksturę . Ja raczej ponownie się na ten peeling nie skuszę .
Za 120 ml produktu zapłacimy ok. 8 zł .
A wy ? Miałyście do czynienia z tym produktem ? Jakie są wasze wrażenia ?
Jakoś nigdy nie pałałam specjalnym uczuciem do kosmetyków z Czterech Pór Roku . Gdy w paczce od PharmaCF , którą dostałyśmy na spotkaniu blogerek odnalazłam kilka kosmetyków tej marki , byłam ciekawa czy wzbudzą one moją sympatię . Na pierwszy ogień poszedł kosmetyk , którego byłam najbardziej ciekawa :
intensywnie nawilżający balsam do ciała z ecojabłkiem Ecodermine .
Co według producenta działa na naszą skórę ?
jabłko z upraw organicznych (zmiękcza i wygładza skórę)
jagoda acai (odżywia i przyspiesza odbudowę naskórka)
masło shea (intensywnie nawilża i łagodzi podrażnienia)
olej słonecznikowy (chroni skórę przed wysuszeniem)
Co wzbudziło moją sympatię ?
Przede wszystkim jego naturalny skład . Balsam nie przesuszał inie podrażniał mojej skóry , wręcz przeciwnie , następnego dnia była ona nadal przyjemnie nawilżona (nieco tłusta , ale to nie jest dla mnie duży minus) .
Brak parabenów i silikonów w składzie działa na jego duży plus .
Dostępność i cena też na plus (ok. 8 zł za 250 ml) .
Problem stanowiła dla mnie jego wydajność - moim zdaniem słaba .
Opakowanie typowe dla balsamów . Jednak produkt ciężko wydobyć z opakowania (w moim przypadku usilne próby wyciśnięcia go często nie przynosiły upragnionego skutku , dziwne ?)
Dosyć opornie się rozprowadza i długo wchłania .
Dużym plusem jest przejrzysty opis na opakowaniu , jednak szata graficzna nie przyciąga zbytnio uwagi .
Zapach świeży , ale niekoniecznie w moim guście . Nie utrzymuje się on długo na skórze (znika po około godzinie) .
Jabłko lekko wyczuwalne :)
Nie jest to zły balsam . Produkt jest godny uwagi jednak nie oszalałam na jego punkcie . Jak na kosmetyk ze słowem 'eco' w nazwie , ma bardzo przyjazną cenę . Na pewno warto wypróbować , myślę , że na zimę się sprawdzi , ale czy kupię ponownie ? Niekoniecznie . Mam innych ulubieńców w tej kategorii , którym póki co pozostanę wierna ;)
Nie jestem fanką kosmetyków firm Avon czy Oriflame . Ich ceny są zazwyczaj stosunkowo wysokie w porównaniu z drogeryjnymi odpowiednikami , a jakość wcale nie lepsza . Jednak dzięki temu maluchowi zrobiłam pierwszy krok (malutki!) w stronę polubienia Oriflame . Od dawna marzył mi się złoty lakier (nasilona potrzeba na tego typu kolory nadchodzi mniej więcej po 6 grudnia) i wreszcie to marzenie udało mi się spełnić . W katalogu kolor wyglądał na nieco ciemniejszy , ale i tak nie jest źle . Krycie super , zmywanie nie najgorsze (ale bez rewelacji) , a trzyma spokojnie ok. 5 dni . Cena - 11,90 zł .
Wyróżnienie tootrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawane blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga, odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób ( informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań.
Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.
Moje odpowiedzi na zadane mi przez Weronikę pytania :
1. Ile czasu poświęcasz rano na makijaż ?
Przez większość tygodnia wstaję dosyć wcześnie , więc czas spędzony przed lustrem staram się ograniczyć do minimum . 10 minut ? Spokojnie . Wklepanie podkładu , trochę różu , szybkie konturowanie , tusz (jeśli wstanę w dobrym nastroju to czasem jakąś kreskę eyelinerem dorzucę :) . W te dni kiedy mogę wstać nieco później mam czas żeby poszaleć bardziej :)
2. Co w sobie lubisz ?
Wewnętrznie czy zewnętrznie ? :))
Zewnętrznie : moje ciemne oczy i cerę bez trądziku
(wiem , że jest to utrapienie wielu dziewczyn i na prawdę cieszę się , że mnie tego oszczędzono)
Wewnętrznie : swobodę w kontaktach z innymi ludźmi .
(nas skromnych jest mało ;p)
3. Uprawiasz jakiś sport , jak tak , jaki ?
Przez prawie 5 lat grałam w koszykówkę (przełom podstawówki i gimnazjum) , ale niestety byłam zmuszona skończyć z moją pasją . Teraz jedynym sportem , który okazyjnie uprawiam jest pływanie .
4. Zwracasz uwagę na to co jesz ?
Wstyd się przyznać , ale rzadko . Nie mam też cierpliwości do żadnych diet . Staram się jeść zdrowo , ale często napada mnie silna potrzeba pochłonięcia np. frytek czy zupki chińskiej ;)
5. Jakiej muzyki słuchasz na co dzień ?
W samochodzie mam ustawioną muzykę w stylu RMF MAXXX (tylko przy takiej lubię prowadzić) , ale gdy wracam do domu lubię odprężyć się przy czymś zupełnie innym . Przepadam za Stingiem , Coldplay , Florence and The Machine , Jamesem Morissonem i Gooralem , a moim ukochanym zespołem od wielu lat jest Dżem (o czym już wiele razy tu wspominałam) . Do największych odkryć tego roku zaliczam Magdę Navarrete i jej płytę 'Iman' . Tak na prawdę ciężko wymienić jeden gatunek muzyki , któremu jestem wierna .
Tutaj macie mały smaczek od Magdy w duecie ze Stanisławem Soyką .
Myślę , że kojarzycie co to za piosenka ? :)
6. Lubisz piec , gotować ?
Coraz bardziej , głównie dzięki Mojemu Lubemu , z którym często coś pichcimy :)
Moją specjalnością (jeśli można to tak nazwać ;p) są muffiny i tarty .
7. Ulubiona marka kosmetyczna ...
Hmm , to pytanie musiałabym podzielić na kilka kategorii .
Moja ulubiona polska marka pielęgnacyjna to Joanna .
Ulubiona kolorówka ? Sama nie wiem , chyba każda firma w jakiś sposób mnie i zachwyciła i zawiodła , ciężko mi wskazać ulubieńca .
Ulubiona marka lakierów ? Catrice i ostatnio Smart Girls Get More .
8. Ulubiona marka odzieżowa ...
Bardzo lubię ubrania pochodzące ze sklepu Cubus za ich przyzwoitą jakość
(w porównaniu do innych sieciówek) i taką 'zwyczajną zwykłość' ;p
9. Co sprawiło , że zapragnęłaś mieć bloga ?
Oj chyba egoistyczna chęć pochwalenia się jak okazyjnie kupiłam to czy tamto ;p Potrzebowałam też miejsca , dzięki któremu będę mogła się z kimś podzielić moimi odkryciami (nie tylko kosmetycznymi) . Blog z założenia nie miał być typowo kosmetyczny , to wyszło dopiero po jakimś czasie :)
10. Od kiedy zaczęłaś się malować ?
Z pasji ? Od niedawna , bo dopiero od niedawna sprawia mi to taką frajdę :)
A jakieś pierwsze czarne kredki (ah , te czasy) , tusze do rzęs czy lakiery do paznokci to chyba w okresie gimnazjalnym ...
11. Opisz siebie w kilku zdaniach .
Ślązaczka , kociara , miłośniczka Hiszpanii , biżuterii i wysokich temperatur , studentka filologii rosyjskiej . Lubię dobrą książkę i dobrą kawę (herbatą też nie pogardzę) . Marzę o tym by umieć biegle mówić w kilku językach (w tym szwedzkim , węgierskim czy portugalskim) .
Moje dłonie (i paznokcie również) nie szczycą się ostatnio najlepszą kondycją . W wakacje dłonie nie były przesuszone (teraz są - mimo nakładania na nie tony przeróżnych kremów) , paznokcie (odpowiednio długie) nie rozdwajały i nie łamały się tak drastycznie ... A teraz ??
Wstyd mi nieco pokazywać takie szkarady , staram się ratować je doraźnie Eveline 8w1 , ale mimo wszystko nie rezygnuję z koloru , ponieważ pazurki (takie jak np. poniżej) szalenie poprawiają mi nastrój .
Kilka postów wcześniej wspominałam o moim małym zawodzie związanym z ostatnią edycją limitowaną Catrice . Ostatecznie po zobaczeniu kilku swatchy skusiłam się na jeden lakier (i nadal żałuję , że nie zgarnęłam jeszcze tej śliwki ...) , a mianowicie 'Marlene's Favourite' o numerze 03 .
To taki róż przełamany pomarańczem . Jakość jak zwykle u Catrice mnie nie zawiodła . Bardzo się polubiliśmy :)
Przejrzyjcie swatche na innych blogach - kolory lakierów z tej limitki moim zdaniem zupełnie inaczej (i o wiele słabiej) wyglądają w butelkach niż na paznokciach :)
Drugie wcielenie różu to Essie - Size Matters .
Zapytacie : róż ? Otóż to :) W słońcu ten lakier to piękna , ciemna malina :)
Kolor dużo bardziej przypadł mi do gustu niż A Crewed Interest , nie tworzył bąbelków powietrza , dosyć szybko wysychał jednak do wytrzymałości nadal mam pewne zastrzeżenia ...
Co nie zmienia faktu , że ten kolorek nosiło mi się szalenie dobrze i na jesień moim zdaniem jest w sam raz :)
A swoją drogą przy okazji ostatniej wizyty w Tesco podeszłam (po raz pierwszy!) do półki z kosmetykami F&F . Ceny nieco z kosmosu , no chyba , że jakość taka dobra ? Macie z nimi jakieś doświadczenia ?
Ja zakochałam się w pomadce 'Wall Street' i czuję , że niedługo po nią wrócę :))